Urlop jest czymś, na co się czeka i dla czego się żyje. I co? I jak przyszedł, to MIAŁAM CZAS, więc zaraz podstępnie wślizgnął mi się w duszę czarny wąż czarnych wspomnień i czarnych myśli. Szkopuł w tym, że ten wąż nie jest zimny i obślizgły, tylko ciepły i aksamitny. I chociaż dusi równie skutecznie jak PROPER WĄŻ, to nie chce się czasem spod niego wychodzić.
Na mróz w dodatku :)
Dobra, dość o wężu. Wąż wężem, ale najgorsze jest to, że tak totalnie mi się odechciało pracować. Póki byłam w kieracie, to jakoś szło. A teraz mi się chyba włączyła mentalność Cosmo i myślę o ciuchach i włosach. Jak zwykle się wstrzeliłam - w karnawale nie byłam na zadnej imprezie, za to jak przyszedł Wielki Post, mam ochotę zamienić się w brokatowy pył. No i chyba budzi się we mnie Wyparta Siostra Kopciuszka, która ma ochotę na wielki bal.
...a tymczasem - dziś mielone, ziemniaki, warzywa na parze, a na deser owoce.
Aaaaaaaaa!!!!! Białego konia!!!!!! (na salami).
Help.